Sala weselna na mój ślub! Dworek Grzebienisko…

Kochani,

Ten wpis jest kontynuacją postu Panny Anny, który znajdziecie tutaj: https://zieleipastele.pl/gdzie-to-wesele-rach-ciach-sala-znaleziona/

Opowiada on, o tym jak Ania znalazła salę i jakie miała związane z tym perypetie 🙂

Poniżej moja historia <3

 

JESZCZE SZYBSZY WYBÓR SALI!

Ania, muszę Cię zmartwić, ale wybór naszej sali był jeszcze prostszy i… nudny😉

 

Inaczej jak Ty, nie wyobrażałam sobie swojego ślubu w ogóle. Nie zastanawiałam się nad tym. Co ma być to będzie (jedna z maksym moich rodziców, zaraz po tej mówiącej, że połowa problemów rozwiązuje się sama. Coś tam było jeszcze o wkładaniu problemów do szuflady, ale powiedzmy, że nie lubię odkładać spraw na później – hm.. zwykle 😉).

 

Temat wyboru sali poruszyliśmy pierwszy raz wspólnie i jedyne co powiedziałam to: CHCE ŚLUB W NAMIOCIE! – jak mała dziewczynka, nie znoszącą sprzeciwu. Nie brałam pod uwagę, żadnych za i przeciw. Ma być namiot i koniec, kropka. Tomek nie miał nic przeciwko, w zasadzie od razu się zgodził.

 

Tak więc, zaczęłam poszukiwania namiotu. Ale.. przez internet, bo gdzie tam będę tracić swój czas i gdzieś jeździć. Musiały być ładne foty, fajnie opisane, strona przyjazna. Z perspektywy czasu uważam, że wykazałam się sporą ignorancją, w wyborze TEGO NAJWAŻNIEJSZEGO MIEJSCA W NAJWAŻNIEJSZYM DNIU W ŻYCIU 😊 Zresztą, jak sobie pomyślę o organizacji swojego ślubu w ogóle, to jakoś tak nie za bardzo skupiałam się na istotnych kwestiach. Dopiero teraz mając wiedzę jaką mam, będąc cały czas w temacie ślubów, widzę, że wiele kwestii mogłam zrobić po prostu lepiej. Ale co tam. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem – ważne, że zabawa była BARDZO udana i rzeczywiście był to nasz NAJPIĘKNIEJSZY DZIEŃ 😉

 

Wracając do tematu. Po przeczesaniu internetu w celu poszukiwania sali na wesele w namiocie, w końcu znalazłam ideał – naszym zdaniem – Dworek Grzebienisko!

 

Więc, pojechaliśmy tam – to była nasza pierwsza wizyta w jakimkolwiek miejscu – i od razu wiedziałam, że to jest to! Mimo tego, że była zima, że wszystko było zasypane śniegiem i nic nie było widać – ja wiedziałam. Zresztą Tomek też 😉

 

 

Ale.. byliśmy z moją, JUŻ TERAZ, teściową.. także wiesz.. nie mogło być tak łatwo 😉 więc zaczęło się:

 

– a może pojedziemy jeszcze w inne miejsce?

 

My uparcie twierdzimy, że nam się podoba i w tym właśnie miejscu widzimy swój ślub. To jednak nic nie daje. Tak więc słyszymy:

 

– chociaż sobie porównajcie. Nie możecie przecież podjąć decyzji, oglądając tylko jedno miejsce! Musimy gdzieś jeszcze pojechać!

 

Swoją drogą, naprawdę? Musimy? Dlaczego? Czy jest jakiś kodeks  mówiący o tym, że musisz stracić kilka dni, tygodni na poszukiwanie sali? Myślę, że nie, aczkolwiek widząc ile osób faktycznie jeździ po salach, sprawdza dosłownie wszystko, to zaczynam się zastanawiać czy rzeczywiście tylko my chcieliśmy podjąć decyzję po obejrzeniu jednego miejsca?

 

Żeby nie było, proforma, pojechaliśmy do innego namiotu. Ale był za duży, bo aż na 200 osób. My poszukiwaliśmy namiotu do 90 osób. Poza tym, teren wokół był za duży. No tak – to była również istotna kwestia – poza tym, że ma być namiot – wkoło nie może być za dużo miejsca do zwiedzania. Bo najgorsze co może być, to spacerujący goście, zwiedzający okolice, a na parkiecie pusto. No ryczeć się chce! A w Grzebienisku idealne było to, że tam nie było gdzie spacerować. Tzn. można było sobie zrobić rundkę, wkoło ogrodu, która trwała 5 min, no może 10. I można było sobie posiedzieć w pięknym ogrodzie na ławeczce. Ale cały czas blisko miejsca imprezy, wiec jak były kolejne ważne punkty programu to miałam pewność, że wszyscy, albo chociaż większość, będą na miejscu. A nie wybiorą się na godzinny spacer krajoznawczy 😉

 

Kończąc swój wątek, po tej wizycie, od razu pojechaliśmy podpisać umowę i zarezerwować nasz dzień, czyli 13.06.2015!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0