Jak znaleźć suknię ślubną?

Panna Anna

Była wizyta w stolicy i dość bogata wycieczka po poznańskich salonach, o których opinie można przeczytać w osobnym poście.

 

 

Czy wybrałam sukienkę? Czy są długie rękawy? Czy to jest ta jedyna wymarzona, wyśniona?
Już wszystko piszę…

 

 

Taaaak!!!!!! Jabadabadu…… sukienka jest wybrana!

 

 

Czy było łatwo?

Szczerze to nie, sukienek przymierzyłam milion, były ładne, ale nie było takiego WOW! No więc ściągałam, zakładałam, przymierzałam, oglądałam się w lustrze, były ładne – białe, kremowe, w odcieniach różu… ale nie poczułam dłuugo tego czegoś…

 

 

Niestety dość dużym problemem jest jakość obsługi w salonach sukien ślubnych, a właściwie ich brak (więcej w poprzednim poście o tym „Co nie gra w poznańskich salonach sukien ślubnych?”)

Brak jasnej informacji, w czym wyglądam dobrze, a w czym nie, nie pozwala wyrwać się z jakichś swoich wyobrażeń – nie koniecznie słusznych i korzystnych dla mnie – a trzeba pamiętać, że szukam ideału ze swoich najskrytszych marzeń.

 

Teraz już wiem, że każde marzenie można zamienić na nowe 🙂

 

 

Tak naprawdę w pewnym momencie pomyślałam sobie: trudno niech będzie już ta sukienka, taka jaka ma być, czyli muślinowy dół i jakaś tam góra.

 

 

Czaisz? Jakaś tam? Niech będzie byle jaka? Dziś jak o tym myślę, sama się sobie dziwie, że tak podsumowałam własną suknię ślubną!

 

 

I dlaczego?
Przeszłyśmy wspólnie kilkanaście salonów i już byłam zrezygnowana, już szczerze powiedziawszy nie chciało mi się wciskać w te kiecki, ciągle coś mi / nam się nie podobało, nie było tego WOW… aż trafiłyśmy do pewnego salonu… (Częściowo opisałyśmy go w poście o przeglądach salonów, ale teraz temat trochę rozwinę :))

 

 

Wchodząc do salonu, już od progu moje – i tak już minimalne – zainteresowanie przymiarkami zmalało, bo miejsce nie wyglądało obiecująco i nie będę owijać w bawełnę przywitała nas dla odmiany Pani po 50tce (o losie jak bije się w piersi za tą niesłuszną ocenę!)
Pierwsze co sobie pomyślałam: wychodzimy!

 

…ale sytuacja diametrialnie zmieniła się już po pierwszych zdaniach zamienionych z ekspedientką. I tą historię już znasz… (a jak nie to odsyłam do postu o przeglądzie salonów sukien) przymierzyłam sukienkę, która w ogóle mi się nie podobała, tzn nie była tym czego szukałam.

 

 

I wiesz co? To był strzał w dziesiątkę. Serio! Jak w niej wyszłam usłyszałam jedynie:
– Zajebiście!

 

A kiedy zobaczyłam się w lustrze na mojej twarzy zagościł uśmiech od ucha do ucha i już nie zmalał.

 

 

Nie byłabym sobą , gdybym nie przymierzyła jeszcze innych sukienek, ale każda kolejna była niczym w stosunku do TEJ pierwszej.

 

 

Tutaj zatrzymajmy się chwilę na obsłudze: gdyby nie doświadczenie i zaangażowanie konsultantki, nigdy nie przymierzyłabym tej sukienki – właśnie tak to powinno wyglądać.
Kluczową cechą była też szczerość, którą otrzymałam w tym salonie, usłyszałam w czym wyglądam dobrze, a w czym nie. Co można zmienić, a czego się nie uda – a to wszystko bez grama zniecierpliwienia. Profesjonalizm w każdym calu!

 

 

Na koniec wizyty przymierzyłam JĄ raz jeszcze, szybkie foty (tak, tutaj można było robić zdjęcia) i pełnia euforii, którą możecie obejrzeć w wyróżnionych relacjach na insta stories.

 

A potem… nastąpił dramat! Poruszenie nieba i ziemi – dosłownie.

Fotę w sukience wysłałam rodzinie i to był ogromny błąd!

haha dzisiaj już się z tego śmieję, ale swoje przeżyłam 🙂

Reakcja najbliższych na TĘ kieckę była dla mnie co najmniej niezadowalająca.

 

 

I tu powinnam wpisać dla Was radę (chociaż nie zamierzałam w tym poście doradzać ;])

ZDJĘCIA NIE ODDAJĄ UROKU SUKNI!
I teraz milion pytań: ale jak? przecież mówiłaś, że trzeba robić foty, że nie zapamiętasz tylu fasonów, krojów, rodzajów sukien.

No i nadal się z tym zgadzam, ale… tak jest ALE!
Należy je traktować jako poglądowe, bo kiedy moja mama widzi zdjęcie mojej wymarzonej (tej z zamienionego marzenia haha) sukni niedoświetlone, ja stoję jak pół dupy za krzaka, włosy nie zrobione, make-upu prawie nie ma, to helołłłłł? o jakim efekcie mówimy? Gdzieś się zapodziało to WOW!

 

No cóż…od cudownych zdjęć są profesjonaliści (Sysia wybacz:*)

 

… tak więc moja rodzina totalnie ją skrytykowała, a co robię ja? Wpadam w wielką rozpacz!

 

Znowu myślisz, a co z radą: I NE SŁUCHAJ INNYCH, TO JEST TWÓJ ŚLUB, TO TYM MASZ CZUĆ SIĘ DOBRZE!?

No tak też się zgadzam, ale punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.

Chce wyglądać dobrze w oczach chociaż najbliższych (wiadomo, wszystkim nie dogodzisz)

Ale przykładowo: Co z tego, że będę czuła się dobrze w sukience, która np. jest cała z siateczki, odkrywa boczki, uwydatnia brzuszek i takie tam? I tak ją ubierzesz? bo czujesz się dobrze? No nie!!!!!

 

 

Nie dałam za wygraną.

 

 

Wzięłam rodziców pod pachę i dawaj do salonu! Tu ukłon w stronę salonu, bo przyjęli mnie bez wcześniej umówionego terminu – i to się ceni.

 

Moi rodzice byli bardzo sceptyczni, ale skoro się uparłam – no co zrobić 🙂

Wchodzimy… wskakuję w kieckę…i…

Moja Mama aż wstała z krzesła! I powiedziała tylko tyle:

– Nie ma sensu szukać innej sukienki!

Posypały się ochy i achy – tiru riru 🙂

A mój Tato? Siedział z założonymi rękoma, głowa na prawo, na lewo, patrzył na mnie góra i dół i nic nie mówił – faceci – więc nie wytrzymałam:

– Tatuś? Co myślisz?
– mhmmm… – i tylko tyle 🙂 i to był największy komplement!

HURAAA! Zwycięstwo! Niczym w Wormsach – grałaś? 🙂

 

Czyli mamy to?! Podpisujemy umowę i już? haha nie tak szybko…. musiałam się z tym jeszcze przespać…
Ostatecznie pojechałam tam jeszcze z siostrą, przymierzyłam ją ostatni raz, utwierdziłam się w decyzji i podjęłam ostateczną decyzję.

 

Podsumowując….. JAK ZNAJDZIESZ TĄ JEDYNĄ POCZUJESZ TO!!!!!

Przymierzałam jeszcze kilka sukienek, dlaczego? chociażby na wzgląd naszej akcji dotyczącej postu o salonach, ale już w głowie miałam tylko TAMTĄ suknię… wiecie taki print screen TAMTEJ kiecki.

 

Jestem do dziś dzień pewna swojego wyboru – jest przepiękna.

 

Dlaczego akurat ten model? Dlaczego inny niż zakładałam?

Urzekła mnie tkanina, którą jest podszyta suknia… tak ta od spodu! haha ale wszystkie suknie były nieprzyjemne dla skóry (poza muślinowymi), kolor tej sukni – bo nie jest biała – no i rodzaj koronki, nie jest oczywisty, i myślę, że nie do odtworzenia. Poza tym, mam wrażenie, że wyraża moją osobowości i idealnie do mnie pasuje:)

 

tyle…

 

Na koniec jeszcze muszę podziękować Tobie Sylwia <3 za towarzystwo, cierpliwość i tą szczerość, której brakuje u profesjonalistów :* <3 <3 <3

 

A Wam jak idą poszukiwania sukni? Jakie macie doświadczenia? Zgadzacie się ze mną? Czy macie zupełnie inne odczucia?

 

Panna Anna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0